Już dwunastolatki piją energetyzujące napoje. Mają do nich łatwy dostęp, napoje nie są drogie, a nieświadomi zagrożeń rodzice wyrażają zgodę na ich zakup. Choć właściwie żadnej zgody wyrażać nie muszą, bo napoje te dostępne są bez względu na wiek i niemal w każdym miejscu, również w szkolnych sklepikach.
Co daje ich spożywanie? – Siłę i większą koncentrację – mówi 13-letni Patryk, który energy drinki kupuje kilka razy w tygodniu. – Lubię grać na komputerze, czasem gram do późnej nocy. A rano, wiadomo, trzeba wstać. Gdyby nie napoje, chyba nie dałbym rady spędzić kilku godzin w szkole. A tak, parę łyków i można jakoś przetrwać – wyjaśnia.
Tymczasem w składzie tych „cudownych” napojów prym wiodą kofeina, teina oraz inne pobudzające substancje, jak guarana czy yerba mate. Jedna puszka energetyzującego napoju zawiera tyle kofeiny, co... siedem kaw.

Przedawkowanie B12
Najgroźniejsza jednak jest witamina B12, bo podawana w ta dużych ilościach służy do ratowania ludzi, którzy na skutek przedawkowania alkoholu stracili przytomność. Nie trzeba wielkiej wyobraźni, by przewidzieć skutki jej działania na młody organizm. Poza B12 do energy drinków dodawany jest glucurunolactone, działający jak halucynogeny. W latach 60. podawany był amerykańskim żołnierzom jako środek antystresowy. Wycofano go jednak z powodu znaczącego wpływu na powstawanie guzów mózgu i chorób wątroby.
Nie podajemy dzieciom kawy, pozwalamy jednak, aby piły ją i to w wielkich dawkach pod postacią napojów energetyzujących. I nie zdajemy sobie sprawy, jak wielkie spustoszenia w dziecięcym organizmie powoduje skład owych drinków. W efekcie ich spożywanie grozi zawałem serca i wylewem, schorzeniami neurologicznymi, uszkodzeniem układu nerwowego, a nawet śmiercią.

(MW)