Popularny jest także zwyczaj kupowania gotowych śniadań w pobliskim sklepie, a jeśli kanapek brak – zadowalamy się batonami i ciastkami.
Co dwudziesty pracownik nie je w firmie nic. Niewielu też decyduje się na zamówienie posiłku.
Na lunch wychodzą najczęściej ludzie młodzi. Oni też najczęściej alternatywnie przygotowują obiady w firmowej kuchni. Jeśli, naturalnie, mają na to czas.

– Przeważnie umawiamy się dzień wcześniej, kto co ma kupić i w trakcie dwudziestominutowej przerwy obiadowej przygotowujemy posiłek. Oczywiście, to nie jest dwudaniowy obiad. Najczęściej podgrzewamy półprodukty, czasem gotujemy makaron i dodajemy do niego jakiś sos. Ale to i tak taniej i zdrowiej niż jedzenie na mieście albo posilanie się suchymi kanapkami. No i wspólne gotowanie integruje – śmieje się 25-letnia Kasia, pracownica Agencji Reklamowej Moloh.

Są i tacy, którzy nie wyobrażają sobie jedzenia w pracy.
– Przed wyjściem jem solidne śniadanie. Potem kawa, ewentualnie herbata i obiad dopiero w domu. Nie tracę czasu na jedzenie ani nie zapycham się fast-foodami – mówi Kamil, informatyk.

MW